Moja opinia o marketingowym wymiarze body positive i ciałopozytywności
5 (2)

Ciałopozytywność i ruch body positive to pojęcia, z którymi spotykamy się coraz częściej. Jako osoba w trakcie leczenia zaburzeń odżywiania mam wyrobioną opinię na ten temat i postanowiłam się nią podzielić w dzisiejszym wpisie. Opowiem też, czym jest ciałoneutralność i rozważę, jak zaakceptować swoje ciało. Przede wszystkim jednak skupię się na marketingowym wymiarze ciałopozytywności, bo mam wrażenie, że mówi się o tym zbyt rzadko.

ciałopozytywność, ruch body positive i ciałoneutralność
@freepik
  • Ciałopozytywność (body positive) zakłada, że każde ciało jest piękne w swojej pierwotnej formie. Promuje pozytywne nastawienie do fizyczności i jej indywidualnych cech.
  • W odpowiedzi na ten ruch powstała ciałoneutralność głosząca, że ciało i jego wygląd jest mniej istotne, niż nam się wydaje. 
  • Można odnieść wrażenie, że ruch body positive narzuca nam kochanie tego, jak wyglądamy. Niektórzy nawet łapią się na tym, że mówiąc „nie lubię swojego ciała” zdradzają ruch i jego założenia.
  • Najważniejsze w tym medialnym szumie jest znalezienie balansu, ponieważ nawet najlepsze intencje i założenia mogą prowadzić do zakrzywionego obrazu rzeczywistości.
  • Choć ogólne założenia ciałopozytwności są dobre, to niestety moim zdaniem nie poszło to w dobrym kierunku.

Zobacz podobny wpis – Jak przestać ciągle jeść” o przyczynach kompulsywnego objadania się i sposobach radzenia sobie z tym.

Ciałopozytywność — definicja

Ciałopozytywność to inaczej akceptowanie swojego ciała. Pojęcie to można definiować szerzej, ponieważ wokół niego powstał ruch body postive, który głosi, że każdy z nas powinien być pozytywnie nastawiony do swojej fizyczności. Działalność zwraca też uwagę na błędne postrzeganie cielesności. Zachęca tym samym do akceptowania każdej sylwetki niezależnie od jej rozmiaru, kształtu, czy szczególnych, nietypowych cech. 

Ogólne założenia ruchu mogą kojarzyć się pozytywnie, tym bardziej zważając na promowanie zdejmowania z siebie presji ciągłego upiększania. Wszystko to w myśl zasady, że nie istnieją ideały, a każdy z nas jest inny. Zgadzam się z tym — ciałopozytywność w tej pierwotnej formie jest ruchem bardzo potrzebnym. Odnoszę jednak wrażenie, że to wszystko bardzo niekorzystnie ewoluowało, wyrządzając tym samym szkodę tym, dla których ruch body positive faktycznie mógłby być ogromnym sprzymierzeńcem.

Ciałopozytywność, a ciałoneutralność

Ciałoneutralność uczy, że ciało wcale nie jest takie ważne, jak kreują to media i popkultura. Pojęcie miało swoje początki stosunkowo niedawno, bo w 2015 roku i powstało w odpowiedzi na ciałopozytywność.  Szersza publiczność poznała je dopiero 2 lata później między innymi przez Jamellę Jamil. Na temat ruchu body postive wypowiadała się ona w ten sposób:

Ciałopozytywność nie jest dla mnie. Ten ruch był stworzony dla kobiet, które są dyskryminowane – w gabinetach lekarskich i przez społeczeństwo – z powodu swojego rozmiaru. Dla nich ten ruch jest koniecznością.

Ja jestem szczupła, więc nie jest dyskryminowana z powodu rozmiaru. Osobiście wierzę w wyzwolenie ciała i ciałoneutralność. Wierzę, że nie trzeba myśleć non stop o swoim ciele i mam ten luksus, że nie muszę tego robić, bo nie jestem ciągle prześladowana z powodu swojej wagi. Jestem osobą, która zmagała się z zaburzeniem odżywienia i wciąż cierpię na dysmorfofobię, więc robię w ciągu dnia więcej rzeczy, gdy nie myślę o swojej figurze. Nie potrafię stanąć przed lustrem i powiedzieć: „Och, kocham moje uda, kocham mój cellulit”. Mogę po prostu o nich nie myśleć i zamiast tego myśleć o stanie mojego konta bankowego albo orgazmach, wiecie?

I ja się pod tymi słowami podpisuję. Z mojej perspektywy nagłówki „kochaj swoje ciało” i „każde ciało jest piękne”, to tylko puste frazesy. Jeśli mówisz mi, że mam kochać swoje ciało, najpierw powiedz, jak mam to zrobić.

Ciałoneutralność nie zakłada całkowitego wykluczenia ciałopozytywności. Jest to jedynie naprostowanie i uzupełnienie poglądów ruchu body positive. Zdejmuje nieco nakładany przez ciałopozytywność „obowiązek” kochania swojego ciała. Namawia też do zdrowego podejścia i niemyślenia przez cały czas o swojej fizyczności.

Nie lubię swojego ciała

Nie akceptuję go i nie podoba mi się. Cierpię od 10 lat na zaburzenia odżywiania, zajadam trudne emocje. Po każdym epizodzie obżarstwa czuję się źle, mam wrażenie, jakbym w jeden taki wieczór przytyła 5 kg, a każdy kolejny kryzys, to kolejne kilogramy. Jak zaakceptować swoje ciało w takich okolicznościach?

Dla sprostowania:

  • Jestem absolutnie za promowaniem różnych rozmiarów przez sklepy odzieżowe.
  • Popieram edukowanie w kwestii nieistnienia idealnego rozmiaru.
  • Jestem przeciwna presji na idealne sylwetki i dążenia do perfekcji pod tym względem.

To są właśnie postulaty ciałopozytywności. Zgadzam się z nimi. Tylko, czy ja naprawdę muszę się sobie podobać? Czy dopuszcza się stwierdzenie, że nie lubię swojego ciała?

Odnoszę wrażenie, że ruch body positive bardzo spłyca pojęcie cielesności. Na tle czucia się dobrze w swoim ciele i akceptowania jego nie perfekcyjności brakuje mi trzeźwego spojrzenia na głębię problemu. Nie byłoby tego wpisu, gdyby jedynym założeniem ruchu było zwiększenie świadomości, że nie ma ideałów i można kochać siebie, nie wpisując się w wykreowane kanony piękna. To jest ok. Nie jest ok umniejszanie osobom, które postanowiły o swoje ciało dbać. Nie jest ok nieakceptowanie nie akceptacji.

Jak zaakceptować swoje ciało?

By zaakceptować swoje ciało, nie wystarczy zobaczenie chwytliwego nagłówka „kochaj siebie” „każde piersi są piękne”, czy „piękna nie definiuje rozmiar”. To puste hasła, które wypromowały marki w odpowiedzi na rosnący trend „nieidealności”. O ile promowanie różnych typów sylwetki i naturalności jest w porządku, to wspomniane hasła nie dają żadnej wartości odbiorcom.

Nikt nie drąży tematu, skąd się bierze zaburzony obraz siebie, jak wyjść z zaburzeń odżywiania lub pozbyć się poczucia ociężałości. Nikt nie mówi, jak poradzić sobie z ludźmi, którzy komentują ilość zjadanych porcji, czy jesz za dużo, czy za mało. Pomijając już kwestie zdrowotne, które ciałopozytywność zdaje się pomijać. A na pewno już nie mówi o tym tak chętnie, jak o pozytywnym nastawieniu do swojej fizyczności. Jest to bardzo żyzna gleba do rozwoju innych niezdrowych skrajności. Równie niezdrowych, jak promowanie jedynego słusznego modelu piękna.

Czy ruch body positive jest dobry?

Ruch body positive zrobił wiele dobrego i nie można temu bezwzględnie zaprzeczyć. Jednak wydaje mi się, że jego popularyzacja sprawiła, że zaczął przybierać niezdrową formę. Ogromnie mnie cieszy różnorodność modelek w sklepach internetowych, otwarcie się rynku mody na plus size, zwiększenie pewności siebie u wielu kobiet, które nie wpisują się w aktualne kanony piękna i mniejsza presja na obsesyjne dbanie o swój wygląd.

nie lubię swojego ciała, ciałoneutralność
@pch.vector

Niejedna osoba jest wdzięczna za to, że znalazło się dla niej miejsce w przestrzeni publicznej. Przez co nie jest skazana na oglądanie wyłącznie sylwetek wpisujących się w jakiś schemat. Ciałopozytywność jest dziś promowana przez niejedną właścicielkę kont w mediach społecznościowych, które przyciągają inne osoby mierzące się z kompleksami. Są one wdzięczne za tę rewolucję i utożsamiają się ze wszystkimi głoszonymi postulatami. Wydaje mi się, że to właśnie tu tkwi największy problem.

Szkodliwa ciałopozytywność

Nic dziwnego, że tak wiele osób utożsamia się z tym ruchem. Utożsamianie się niesie jednak za sobą lojalność, która bywa zgubna. Kobiety, które nie lubią swoich małych piersi, wstydzą się przyznać, że nie potrafią ich zaakceptować. Ci, którzy akceptowali siebie, ale przybrało im się na wadze, odbierają sobie prawo do przyznania przed sobą, że chcieliby coś zmienić. Wszystko to w obawie o „zdradzenie” ruchu i utraty poczucia przynależności do jego grona. Tylko, czy gra jest warta świeczki? Czy dopuszcza się powiedzenie „nie lubię swojego ciała, ale je szanuję„? Czy jeśli pójdę do dietetyka i zacznę chodzić na siłownię, bo mam dość swojej nadwagi, sprawia, że nie dotyczy mnie już ciałopozytywność?

Nie lubię swojego ciała – jak zaakceptować swoje ciało i nie zwariować?

W tym momencie ktoś może się oburzyć:

ale jak to! przecież nikt nie powiedział, że należy przestać dbać o swoje zdrowie!

To bardzo częsty argument na zarzuty o promowanie otyłości. Jestem daleka od stwierdzenia, że ciałopozytywność przyczynia się do promowania otyłości. Jednak jestem zdania, że powinno się brać odpowiedzialność za to, co się stworzyło. Uważam też, że propagatorki ruchu body positive miały wyłącznie dobre intencje rozkręcając całą ideę. W tym momencie jednak nikt mi nie wmówi, że to wszystko zaczyna ocierać się o toksyczną pozytywność.

Nie lubię swojego ciała, bo żrę jak mi źle. Nie umiem przestać, choć bardzo się staram. Odczuwam presję kochania tego stanu za wszelką cenę, choć nie miałam dotychczas problemu z interpretacją stosowanych komunikatów. Ciałopozytywność natomiast krzyczy, że mam kochać ten stan nie zważając na okoliczności.

Nie uważam, że istnieje coś takiego, jak miłość bezwarunkowa. Nie chcę krzywdzić swojego ciała, ale nie czuję się w nim dobrze. Dlatego też całym sercem wspieram ciałoneutralność. Przemawia do mnie idea niestawiania cielesności na piedestale. Motywuje też do zadbania o swoje zdrowie i samopoczucie, a to jest właśnie fundament kochania siebie.

Czy każde ciało jest piękne?

Moim zdaniem nie. Pisałam o tym na swoim Instagramie, ale powtórzę raz jeszcze. Ciało jest piękne wtedy, gdy nam się podoba i udało nam się je pokochać. Kochanie swojego ciała to bardzo złożony proces, który wymaga zgłębionej samoświadomości i przede wszystkim chęci pokochania go w takiej formie, w jakiej jest na dany moment.

Hasła szerzone przez to, co wykreował ruch body positive są po prostu szkodliwe i może wywoływać poczucie winy, jeśli nie stosujemy się do wszystkich zachęt prezentowanych przez zgromadzoną dookoła ciałopozytywności społeczność.

Jestem osobą wrażliwą i bardzo zależy mi na tym, by nikogo nie krzywdzić. Zawsze, gdy zaczynam coś oceniać zastanawiam się, czy moja opinia mogłaby kogoś zranić. Jednak nie rozumiem dlaczego odbiera mi się prawo do stwierdzenia, że po prostu coś mi się nie podoba. Nie jest to przecież równoznaczne z szykanowaniem, bo jestem ostatnią osobą, która odważyłaby się do czegoś takiego dopuścić.

Nie podobają mi się ciała kulturystek i uważam, że nie są piękne. Jednak nie upoważnia mnie to do komentowania wyglądu konkretnej kobiety, ani bojkotowania faktu, że ktoś postanowił zadbać o siebie w ten sposób. To po prostu moja opinia, która nie jest skierowana do żadnej konkretnej osoby. I wiecie co? Przez długi czas bałam się do tego przyznać przed samą sobą w obawie o to, że to myślenie jest niewłaściwe.

Na szczęście obecnie nie mam problemu z powiedzeniem, że nie każde ciało jest piękne. Jest piękne wtedy, gdy się podoba jego właścicielce lub właścicielowi. Tylko do tego długa droga, bo nie każdy potrafi zaakceptować swoje ciało.

 Łuszczyca – nie lubię swojego ciała… i nie muszę

Ciałopozytywność zakłada, że musimy uważać każde ciało za równie piękne. Czy jesteście w stanie powiedzieć, że skóra, która jest pokryta czerwonymi, pękającymi i łuszczącymi się plamami jest piękna? Szczerze.

Ja nie. Stali czytelnicy wiedzą, że chorowałam na bardzo zaawansowaną łuszczycę. Zainteresowanych odsyłam do wpisu na ten temat: https://bezproblemowa.pl/storytime/sposoby-leczenia-luszczycy/

Dążę do tego, że zmuszanie innych do zdania, że coś totalnie dla nich nieestetycznego jest piękne jest po prostu nieszczere. Zaakceptowałam łuszczycę, bo nie da się jej wyleczyć. Nie stanę natomiast przed lustrem i nie krzyknę „jak zajebiście, że mam te plamy! Są takie piękne”. Nie chcę się oszukiwać, bo może to negatywnie wpłynąć na moją relację z samą sobą. Łuszczyca po prostu jest, moje ciało po prostu jest, ja po prostu jestem – dlatego tak bardzo wspieram ciałoneutralność.

Warto pokazywać w przestrzeni publicznej:

  • wszystkie anomalie
  • nadwagę,
  • niedowagę,
  • ludzi o prawidłowej masie ciała,
  • pieprzyki i znamiona,
  • tatuaże (również te brzydkie),
  • osoby na wózkach inwalidzkich, czy z protezami,
  • Wszystko inne co istnieje i jest ludzkie.

Tylko litości, nie mówcie nam, co możemy uważać za piękne. Akceptujmy się wszyscy i szanujmy, ale nie musimy podziwiać tego, jak wyglądamy. To zupełnie nieistotne i niepotrzebne. Najpierw ciałoneutralność, a potem ciało pozytywność – bez zbędnej presji.

Ciałopozytywność – podsumowanie

Ruch body positive zrobił wiele dla kobiet, które czuły się pokrzywdzone z powodu dyskryminacji ich ciała. To super, że w przestrzeni publicznej pojawiają się ludzie o niestandardowych rozmiarach, czy nietypowej urodzie. Obserwuję jednak, że poszło to za daleko, a głoszone przez ciałopozytywność hasła są sztuczne. Dużo zdrowsza wydaje mi się ciałoneutralność, która zachęca do zaprzestania nadmiernego oceniania swojego ciała, ale też fizyczności innych osób. Bądźmy po prostu dla siebie dobrzy i wyrozumiali. Nie musimy się nikomu podobać. Dobrze jest zaakceptować swoje ciało, bo jest to korzystne dla samopoczucia każdej z nas. Tylko wiem, że nie jest to proste z perspektywy osoby, która zwykła powtarzać „nie lubię swojego ciała„.

Źródła: https://natemat.pl, https://ewarachwalska.pl/, wiedza własna.

Średnia ocena
Oceń mój post!
[Razem: 2 Śrdnia: 5]
Newsletter Bezproblemowa blog o ADHD i depresji

Chcesz planer tygodniowy? Zapisz się do Newslettera!

Dostaniesz ode mnie plik do pobrania, który możesz wydrukować. Nie wysyłam spamu! Co dwa tygodnie wyślę do Ciebie dodatkowy artykuł, który dedykowany jest tylko moim subskrybentkom. 🙂

Klikając „zapisuję się”, akceptujesz politykę prywatności.

Udostępnij ten wpis!

Bezproblemowa

O mnie

Mam na imię Ola i od ponad 6 lat mieszkam w Krakowie, choć pochodzę z Mazur. O przeprowadzce na drugi koniec Polski marzyłam od dziecka i śmiało mogę powiedzieć, że była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.

Na co dzień pracuję jako SEO copywriterka dla branży E-commerce i z dumą stwierdzam, że należę do tych szczęśliwców, którzy kochają swoją pracę.

» Więcej

Poza tym jestem pasjonatką bezmięsnego jedzenia, roślinek, tematyki true crime, a także odwiedzania nowych miejsc. Moja ciekawość świata się tu nie kończy się, bo uwielbiam odkrywać i wciąż próbować nowych rzeczy.

» Mniej

Najnowsze posty

Masz jakieś pytania?
Skontaktuj się ze mną!

Ten post ma jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twoja treść stopki tutaj

Ciałopozytywność i ruch body positive to pojęcia, z którymi spotykamy się coraz częściej. Jako osoba w trakcie leczenia zaburzeń odżywiania mam wyrobioną opinię na ten temat i postanowiłam się nią podzielić w dzisiejszym wpisie. Opowiem też, czym jest ciałoneutralność i rozważę, jak zaakceptować swoje ciało. Przede wszystkim jednak skupię się na marketingowym wymiarze ciałopozytywności, bo mam wrażenie, że mówi się o tym zbyt rzadko.

ciałopozytywność, ruch body positive i ciałoneutralność
@freepik
  • Ciałopozytywność (body positive) zakłada, że każde ciało jest piękne w swojej pierwotnej formie. Promuje pozytywne nastawienie do fizyczności i jej indywidualnych cech.
  • W odpowiedzi na ten ruch powstała ciałoneutralność głosząca, że ciało i jego wygląd jest mniej istotne, niż nam się wydaje. 
  • Można odnieść wrażenie, że ruch body positive narzuca nam kochanie tego, jak wyglądamy. Niektórzy nawet łapią się na tym, że mówiąc „nie lubię swojego ciała” zdradzają ruch i jego założenia.
  • Najważniejsze w tym medialnym szumie jest znalezienie balansu, ponieważ nawet najlepsze intencje i założenia mogą prowadzić do zakrzywionego obrazu rzeczywistości.
  • Choć ogólne założenia ciałopozytwności są dobre, to niestety moim zdaniem nie poszło to w dobrym kierunku.

Zobacz podobny wpis – Jak przestać ciągle jeść” o przyczynach kompulsywnego objadania się i sposobach radzenia sobie z tym.

Ciałopozytywność — definicja

Ciałopozytywność to inaczej akceptowanie swojego ciała. Pojęcie to można definiować szerzej, ponieważ wokół niego powstał ruch body postive, który głosi, że każdy z nas powinien być pozytywnie nastawiony do swojej fizyczności. Działalność zwraca też uwagę na błędne postrzeganie cielesności. Zachęca tym samym do akceptowania każdej sylwetki niezależnie od jej rozmiaru, kształtu, czy szczególnych, nietypowych cech. 

Ogólne założenia ruchu mogą kojarzyć się pozytywnie, tym bardziej zważając na promowanie zdejmowania z siebie presji ciągłego upiększania. Wszystko to w myśl zasady, że nie istnieją ideały, a każdy z nas jest inny. Zgadzam się z tym — ciałopozytywność w tej pierwotnej formie jest ruchem bardzo potrzebnym. Odnoszę jednak wrażenie, że to wszystko bardzo niekorzystnie ewoluowało, wyrządzając tym samym szkodę tym, dla których ruch body positive faktycznie mógłby być ogromnym sprzymierzeńcem.

Ciałopozytywność, a ciałoneutralność

Ciałoneutralność uczy, że ciało wcale nie jest takie ważne, jak kreują to media i popkultura. Pojęcie miało swoje początki stosunkowo niedawno, bo w 2015 roku i powstało w odpowiedzi na ciałopozytywność.  Szersza publiczność poznała je dopiero 2 lata później między innymi przez Jamellę Jamil. Na temat ruchu body postive wypowiadała się ona w ten sposób:

Ciałopozytywność nie jest dla mnie. Ten ruch był stworzony dla kobiet, które są dyskryminowane – w gabinetach lekarskich i przez społeczeństwo – z powodu swojego rozmiaru. Dla nich ten ruch jest koniecznością.

Ja jestem szczupła, więc nie jest dyskryminowana z powodu rozmiaru. Osobiście wierzę w wyzwolenie ciała i ciałoneutralność. Wierzę, że nie trzeba myśleć non stop o swoim ciele i mam ten luksus, że nie muszę tego robić, bo nie jestem ciągle prześladowana z powodu swojej wagi. Jestem osobą, która zmagała się z zaburzeniem odżywienia i wciąż cierpię na dysmorfofobię, więc robię w ciągu dnia więcej rzeczy, gdy nie myślę o swojej figurze. Nie potrafię stanąć przed lustrem i powiedzieć: „Och, kocham moje uda, kocham mój cellulit”. Mogę po prostu o nich nie myśleć i zamiast tego myśleć o stanie mojego konta bankowego albo orgazmach, wiecie?

I ja się pod tymi słowami podpisuję. Z mojej perspektywy nagłówki „kochaj swoje ciało” i „każde ciało jest piękne”, to tylko puste frazesy. Jeśli mówisz mi, że mam kochać swoje ciało, najpierw powiedz, jak mam to zrobić.

Ciałoneutralność nie zakłada całkowitego wykluczenia ciałopozytywności. Jest to jedynie naprostowanie i uzupełnienie poglądów ruchu body positive. Zdejmuje nieco nakładany przez ciałopozytywność „obowiązek” kochania swojego ciała. Namawia też do zdrowego podejścia i niemyślenia przez cały czas o swojej fizyczności.

Nie lubię swojego ciała

Nie akceptuję go i nie podoba mi się. Cierpię od 10 lat na zaburzenia odżywiania, zajadam trudne emocje. Po każdym epizodzie obżarstwa czuję się źle, mam wrażenie, jakbym w jeden taki wieczór przytyła 5 kg, a każdy kolejny kryzys, to kolejne kilogramy. Jak zaakceptować swoje ciało w takich okolicznościach?

Dla sprostowania:

  • Jestem absolutnie za promowaniem różnych rozmiarów przez sklepy odzieżowe.
  • Popieram edukowanie w kwestii nieistnienia idealnego rozmiaru.
  • Jestem przeciwna presji na idealne sylwetki i dążenia do perfekcji pod tym względem.

To są właśnie postulaty ciałopozytywności. Zgadzam się z nimi. Tylko, czy ja naprawdę muszę się sobie podobać? Czy dopuszcza się stwierdzenie, że nie lubię swojego ciała?

Odnoszę wrażenie, że ruch body positive bardzo spłyca pojęcie cielesności. Na tle czucia się dobrze w swoim ciele i akceptowania jego nie perfekcyjności brakuje mi trzeźwego spojrzenia na głębię problemu. Nie byłoby tego wpisu, gdyby jedynym założeniem ruchu było zwiększenie świadomości, że nie ma ideałów i można kochać siebie, nie wpisując się w wykreowane kanony piękna. To jest ok. Nie jest ok umniejszanie osobom, które postanowiły o swoje ciało dbać. Nie jest ok nieakceptowanie nie akceptacji.

Jak zaakceptować swoje ciało?

By zaakceptować swoje ciało, nie wystarczy zobaczenie chwytliwego nagłówka „kochaj siebie” „każde piersi są piękne”, czy „piękna nie definiuje rozmiar”. To puste hasła, które wypromowały marki w odpowiedzi na rosnący trend „nieidealności”. O ile promowanie różnych typów sylwetki i naturalności jest w porządku, to wspomniane hasła nie dają żadnej wartości odbiorcom.

Nikt nie drąży tematu, skąd się bierze zaburzony obraz siebie, jak wyjść z zaburzeń odżywiania lub pozbyć się poczucia ociężałości. Nikt nie mówi, jak poradzić sobie z ludźmi, którzy komentują ilość zjadanych porcji, czy jesz za dużo, czy za mało. Pomijając już kwestie zdrowotne, które ciałopozytywność zdaje się pomijać. A na pewno już nie mówi o tym tak chętnie, jak o pozytywnym nastawieniu do swojej fizyczności. Jest to bardzo żyzna gleba do rozwoju innych niezdrowych skrajności. Równie niezdrowych, jak promowanie jedynego słusznego modelu piękna.

Czy ruch body positive jest dobry?

Ruch body positive zrobił wiele dobrego i nie można temu bezwzględnie zaprzeczyć. Jednak wydaje mi się, że jego popularyzacja sprawiła, że zaczął przybierać niezdrową formę. Ogromnie mnie cieszy różnorodność modelek w sklepach internetowych, otwarcie się rynku mody na plus size, zwiększenie pewności siebie u wielu kobiet, które nie wpisują się w aktualne kanony piękna i mniejsza presja na obsesyjne dbanie o swój wygląd.

nie lubię swojego ciała, ciałoneutralność
@pch.vector

Niejedna osoba jest wdzięczna za to, że znalazło się dla niej miejsce w przestrzeni publicznej. Przez co nie jest skazana na oglądanie wyłącznie sylwetek wpisujących się w jakiś schemat. Ciałopozytywność jest dziś promowana przez niejedną właścicielkę kont w mediach społecznościowych, które przyciągają inne osoby mierzące się z kompleksami. Są one wdzięczne za tę rewolucję i utożsamiają się ze wszystkimi głoszonymi postulatami. Wydaje mi się, że to właśnie tu tkwi największy problem.

Szkodliwa ciałopozytywność

Nic dziwnego, że tak wiele osób utożsamia się z tym ruchem. Utożsamianie się niesie jednak za sobą lojalność, która bywa zgubna. Kobiety, które nie lubią swoich małych piersi, wstydzą się przyznać, że nie potrafią ich zaakceptować. Ci, którzy akceptowali siebie, ale przybrało im się na wadze, odbierają sobie prawo do przyznania przed sobą, że chcieliby coś zmienić. Wszystko to w obawie o „zdradzenie” ruchu i utraty poczucia przynależności do jego grona. Tylko, czy gra jest warta świeczki? Czy dopuszcza się powiedzenie „nie lubię swojego ciała, ale je szanuję„? Czy jeśli pójdę do dietetyka i zacznę chodzić na siłownię, bo mam dość swojej nadwagi, sprawia, że nie dotyczy mnie już ciałopozytywność?

Nie lubię swojego ciała – jak zaakceptować swoje ciało i nie zwariować?

W tym momencie ktoś może się oburzyć:

ale jak to! przecież nikt nie powiedział, że należy przestać dbać o swoje zdrowie!

To bardzo częsty argument na zarzuty o promowanie otyłości. Jestem daleka od stwierdzenia, że ciałopozytywność przyczynia się do promowania otyłości. Jednak jestem zdania, że powinno się brać odpowiedzialność za to, co się stworzyło. Uważam też, że propagatorki ruchu body positive miały wyłącznie dobre intencje rozkręcając całą ideę. W tym momencie jednak nikt mi nie wmówi, że to wszystko zaczyna ocierać się o toksyczną pozytywność.

Nie lubię swojego ciała, bo żrę jak mi źle. Nie umiem przestać, choć bardzo się staram. Odczuwam presję kochania tego stanu za wszelką cenę, choć nie miałam dotychczas problemu z interpretacją stosowanych komunikatów. Ciałopozytywność natomiast krzyczy, że mam kochać ten stan nie zważając na okoliczności.

Nie uważam, że istnieje coś takiego, jak miłość bezwarunkowa. Nie chcę krzywdzić swojego ciała, ale nie czuję się w nim dobrze. Dlatego też całym sercem wspieram ciałoneutralność. Przemawia do mnie idea niestawiania cielesności na piedestale. Motywuje też do zadbania o swoje zdrowie i samopoczucie, a to jest właśnie fundament kochania siebie.

Czy każde ciało jest piękne?

Moim zdaniem nie. Pisałam o tym na swoim Instagramie, ale powtórzę raz jeszcze. Ciało jest piękne wtedy, gdy nam się podoba i udało nam się je pokochać. Kochanie swojego ciała to bardzo złożony proces, który wymaga zgłębionej samoświadomości i przede wszystkim chęci pokochania go w takiej formie, w jakiej jest na dany moment.

Hasła szerzone przez to, co wykreował ruch body positive są po prostu szkodliwe i może wywoływać poczucie winy, jeśli nie stosujemy się do wszystkich zachęt prezentowanych przez zgromadzoną dookoła ciałopozytywności społeczność.

Jestem osobą wrażliwą i bardzo zależy mi na tym, by nikogo nie krzywdzić. Zawsze, gdy zaczynam coś oceniać zastanawiam się, czy moja opinia mogłaby kogoś zranić. Jednak nie rozumiem dlaczego odbiera mi się prawo do stwierdzenia, że po prostu coś mi się nie podoba. Nie jest to przecież równoznaczne z szykanowaniem, bo jestem ostatnią osobą, która odważyłaby się do czegoś takiego dopuścić.

Nie podobają mi się ciała kulturystek i uważam, że nie są piękne. Jednak nie upoważnia mnie to do komentowania wyglądu konkretnej kobiety, ani bojkotowania faktu, że ktoś postanowił zadbać o siebie w ten sposób. To po prostu moja opinia, która nie jest skierowana do żadnej konkretnej osoby. I wiecie co? Przez długi czas bałam się do tego przyznać przed samą sobą w obawie o to, że to myślenie jest niewłaściwe.

Na szczęście obecnie nie mam problemu z powiedzeniem, że nie każde ciało jest piękne. Jest piękne wtedy, gdy się podoba jego właścicielce lub właścicielowi. Tylko do tego długa droga, bo nie każdy potrafi zaakceptować swoje ciało.

 Łuszczyca – nie lubię swojego ciała… i nie muszę

Ciałopozytywność zakłada, że musimy uważać każde ciało za równie piękne. Czy jesteście w stanie powiedzieć, że skóra, która jest pokryta czerwonymi, pękającymi i łuszczącymi się plamami jest piękna? Szczerze.

Ja nie. Stali czytelnicy wiedzą, że chorowałam na bardzo zaawansowaną łuszczycę. Zainteresowanych odsyłam do wpisu na ten temat: https://bezproblemowa.pl/storytime/sposoby-leczenia-luszczycy/

Dążę do tego, że zmuszanie innych do zdania, że coś totalnie dla nich nieestetycznego jest piękne jest po prostu nieszczere. Zaakceptowałam łuszczycę, bo nie da się jej wyleczyć. Nie stanę natomiast przed lustrem i nie krzyknę „jak zajebiście, że mam te plamy! Są takie piękne”. Nie chcę się oszukiwać, bo może to negatywnie wpłynąć na moją relację z samą sobą. Łuszczyca po prostu jest, moje ciało po prostu jest, ja po prostu jestem – dlatego tak bardzo wspieram ciałoneutralność.

Warto pokazywać w przestrzeni publicznej:

  • wszystkie anomalie
  • nadwagę,
  • niedowagę,
  • ludzi o prawidłowej masie ciała,
  • pieprzyki i znamiona,
  • tatuaże (również te brzydkie),
  • osoby na wózkach inwalidzkich, czy z protezami,
  • Wszystko inne co istnieje i jest ludzkie.

Tylko litości, nie mówcie nam, co możemy uważać za piękne. Akceptujmy się wszyscy i szanujmy, ale nie musimy podziwiać tego, jak wyglądamy. To zupełnie nieistotne i niepotrzebne. Najpierw ciałoneutralność, a potem ciało pozytywność – bez zbędnej presji.

Ciałopozytywność – podsumowanie

Ruch body positive zrobił wiele dla kobiet, które czuły się pokrzywdzone z powodu dyskryminacji ich ciała. To super, że w przestrzeni publicznej pojawiają się ludzie o niestandardowych rozmiarach, czy nietypowej urodzie. Obserwuję jednak, że poszło to za daleko, a głoszone przez ciałopozytywność hasła są sztuczne. Dużo zdrowsza wydaje mi się ciałoneutralność, która zachęca do zaprzestania nadmiernego oceniania swojego ciała, ale też fizyczności innych osób. Bądźmy po prostu dla siebie dobrzy i wyrozumiali. Nie musimy się nikomu podobać. Dobrze jest zaakceptować swoje ciało, bo jest to korzystne dla samopoczucia każdej z nas. Tylko wiem, że nie jest to proste z perspektywy osoby, która zwykła powtarzać „nie lubię swojego ciała„.

Źródła: https://natemat.pl, https://ewarachwalska.pl/, wiedza własna.

Średnia ocena
Oceń mój post!
[Razem: 2 Śrdnia: 5]
Newsletter Bezproblemowa blog o ADHD i depresji

Chcesz planer tygodniowy? Zapisz się do Newslettera!

Dostaniesz ode mnie plik do pobrania, który możesz wydrukować. Nie wysyłam spamu! Co dwa tygodnie wyślę do Ciebie dodatkowy artykuł, który dedykowany jest tylko moim subskrybentkom. 🙂

Klikając „zapisuję się”, akceptujesz politykę prywatności.